Indochiny 2008 travel blog

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Coz happy birthday tego dnia slyszalem co najmniej kilka razy... Gosia sciagajac na lotnisku z moojego formularza wizowego - skojarzyla date wiec nie bylo szans by zapomniec o tym... nawet i tort dostalem - niesttey miejscowa obsluga wniosla tort... ale swieczek nie zapalila - choc byly... w sumie extra miejsce na 35 urodziny - miasteczko ma zapadlej prowincji ale za to z extra widokiem - nasze bungalowy sa nad sama rzeka wiec i kolacja byla przy swiecach nad woda... komary nie gryzly wiec bylo ok

Wczoraj bylo great - pomimo wczesnej pobudki na mnichow (o 6 trzeba bylo z ryzem juz stac) opalaciilo sie gdyz moja jasna 50 zezwolila na zrobienie kilku niezlych fotek... pozniej byl trek - 3 godzinki spaceru przez piekna doline do wodospadow... raz w gore raz w dol - ale zawsze do przodu. Po drodze krotki lunch... i dalej w droge. Wchodzimy w las - slyszymy, szum wody - a gosc nam mowi sciagac buty i w droge. Nigdy byle stalem na skraju wodospadu - a moglismy chodzic w nurcie plynacej wody na calej jego dlugosci!!! Maly nie byl - jakies 150m wysokosci :-) A tam bylo tak! Trudno to opisac by oddac wrazenia - ale sa zdjecia :-)

Pozniej byla juz tylko kapiel na dole i powrot do Luangu by zdazyc na zachod slonca... poniej kolacja, tajski masaz, shopping i na local kregle - nigdy nie gralem na bosaka - ale nie wplynelo to znaczaca lepiej na kiepskie wyniki mojej gry...

Dzisiaj mielismy laotanska podroz przez gory - miala trwac 5 a w koncu skonczylo sie na 10h :-) takie drobna roznica

Z urodzinowum pozdrowienieniami

W.

PS. Jutro calodniowy splyw kajakami - ciezko powiedziec co bedzie ale jak na razie Laos trzyma poziom

PS. 2 Ide poszukac masazu (laotanskiego bez zadnych podtekstow - bo mnie po wczorajszym nogi napierdzielaja)



Advertisement
OperationEyesight.com
Entry Rating:     Why ratings?
Please Rate:  
Thank you for voting!
Share |